święci

Św. Tomasz
Ks. Janusz Kręcidło MS

Jedna z pallotyńskich tras pielgrzymkowych w Hiszpanii wiedzie przez Avilę. Niewielkie miasto w połowie drogi między Madrytem a Salamanką leży na wysokości 1300 m n.p.m., wśród rudych wzgórz, na których z rzadka widać kępy drzew. Oglądane z pobliskiej doliny przypomina - jak wiele hiszpańskich miast - stary sztych. Tutejsi ludzie mówią, że zima trwa u nich dziesięć miesięcy, a lato jest tylko w lipcu i sierpniu. Trafiłam na lato.

Z tekstów tych dowiadujemy się, że Tomasz został wybrany przez Jezusa do elitarnego grona dwunastu uczniów, którym udzielił władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości (Mt 10,1).

Jeśli przyjąć, że autorzy Ewangelii uporządkowali wykazy apostołów według hierarchii ich ważności, należy przyznać, że Tomasz nie wyróżniał się niczym szczególnym, gdyż znajduje się w środku tych wykazów, obok Mateusza, Jakuba, Filipa i Bartłomieja. Podobną pozycję wśród apostołów Tomasz zajmował w pierwszej wspólnocie Kościoła jerozolimskiego, którego przywódcy zebrali się w Wieczerniku po wniebowstąpieniu Jezusa. Informuje o tym Łukasz w Dziejach Apostolskich (1,12-14). Jedyną Ewangelią kanoniczną, która pozwala poznać złożoną osobowość Tomasza, jest Ewangelia według św. Jana.

Imię jest ważne

Zanim przejdziemy do lektury Ewangelii Jana, zwróćmy uwagę na jego imię, gdyż w tradycji biblijnej powszechnie uważano, że wskazuje ono na tożsamość noszącej je osoby. Imię Tomasz jest dość intrygujące. Przyjęło się uważać, że ma pochodzenie aramejskie i z tego powodu Ewangelista Jan, gdy pisze o Tomaszu, podaje obok greckie tłumaczenie jego imienia: „Thomas ho Didymos" - „Tomasz zwany Didymos".

Tymczasem specjaliści od onomastyki biblijnej twierdzą dziś, że wprawdzie w języku aramejskim istnieje rzeczownik teoma, ale nie funkcjonował on nigdy jako imię własne. Uważa się dziś, że „Tomasz" to imię o etymologii greckiej. Ewangelista Jan uzupełnił je kolejnym greckim słowem „Didymos", co oznacza „Bliźniak" i odpowiada znaczeniowo aramejskiemu wyrazowi teoma. Należy zatem przypuszczać, że - zgodnie z powszechną praktyką - żydowskiemu dziecku nadano greckie imię Thomas i jako cechę wyróżniającą go spośród innych Tomaszów dodano przydomek Didymos odsyłający do aramej-skiego słowa teoma oznaczającego bliźniaka. Dla osób znających języki biblijne ta fonetyczna gra słów pomiędzy greckim Thomas i aramejskim teoma była słyszalna i wskazywała na istotną cechę tożsamości apostoła: Tomasz urodził się jako bliźniak i jako taki był postrzegany przez bliskich. Nie ma j ednak informacji, czyim był bliźniakiem. Niezaspokojona ciekawość i wybujała fantazja chrześcijan pierwszych wieków szły tak daleko, że autor pochodzącego z III wieku apokryfu Dzieje Tomasza twierdził, że Tomasz Apostoł był bliźniaczym bratem samego Jezusa!

Chodźmy, aby z Nim umrzeć (J 11,16)

Postać Tomasza nie jest w Ewangelii Jana pierwszoplanowa, ale autor relacjonuje kilka istotnych epizodów, w których apostoł uczestniczy i które pozwalają poznać go bliżej. Nie ma jednak w tej Ewangelii (ani w pozostałych pismach NT) żadnych informacji o miejscu i czasie urodzenia, jego rodzinie, dzieciństwie, wykonywanym zawodzie itp. Wszystko to prawdopodobnie na zawsze pozostanie dla nas tajemnicą. Po raz pierwszy Tomasz pojawia się w Ewangelii Jana dopiero w jedenastym rozdziale, w kontekście opowiadania o śmierci Łazarza, przyjaciela Jezusa, brata Marii i Marty.

Informacja o śmierci Łazarza zastaje Jezusa i Jego najbliższych uczniów w Zajordanii. Dokonywane przez Jezusa cuda i obwołanie się Synem Bożym utwierdziły żydowskie władze religijne w Jerozolimie w przekonaniu, że należy pozbawić Go życia. Dlatego też, gdy Marta i Maria poprosiły Go o jak najszybsze przybycie do Betanii, położonej w Judei, nieopodal Jerozolimy, uczniowie stanowczo odradzali Mu pójście tam, gdyż lękali się o Jego i swoje życie. Jezus jednak podjął nieodwołalną decyzję udania się na ratunek Łazarzowi, który właśnie umarł. W tej niepewnej i nerwowej sytuacji, gdy w umysłach uczniów Jezusa rodziły się z pewnością poważne wątpliwości, czy powinni iść z Jezusem do Judei i narażać się na to, że oni również mogą paść ofiarą żydowskich prześladowań, głos zabrał Tomasz, wypowiadając krótkie, stanowcze i jakże ważne słowa: Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć (11,16). Słowa te wyrażają pełną świadomość Tomasza co do losu, który czeka Jezusa i Jego uczniów. W pewien sposób inicjują one ostatnią drogę Jezusa i Jego uczniów do Jerozolimy - drogę ku męce, śmierci i zmartwychwstaniu. Tomasz stoi więc na początku tej drogi, a jego wezwanie skierowane do pozostałych uczniów ma przełomowe znaczenie. To właśnie on - nieznany dotąd z kart Ewangelii Jana uczeń - ma tak mocną osobowość, wewnętrzne przekonanie i determinację, że jego krótkie i stanowcze słowa przełamują obawy i opór pozostałych uczniów. Wezwanie wypowiedziane przez Tomasza musiało być mocne, bo żaden z uczniów nie wyraża sprzeciwu, żaden nie oponuje ani nie podejmuje dyskusji, czy warto się narażać. Wszyscy zgodnie idą z Jezusem do Betanii, a później do Jerozolimy. Z tej krótkiej wzmianki o reakcji Tomasza można także wywnioskować, że cieszył się on wśród pozostałych uczniów dużym autorytetem, choć nie był liderem tej grupy.

Panie, nie wiemy, dokąd idziesz (J 14,5)

Tomasz pojawia się po raz drugi w Ewangelii według św. Jana w tzw. mowach pożegnalnych, które Jezus wypowiedział do swoich najbliższych uczniów w Jerozolimie, najprawdopodobniej w Wieczerniku, w przeddzień pojmania Go w ogrodzie Getsemani. Janowa relacja z tych mów Jezusa zajmuje aż pięć rozdziałów (13-17), co stanowi mniej więcej jedną czwartą tekstu całej Ewangelii (5 z 21 rozdziałów). Mowy te są swego rodzaju testamentem Jezusa dla tych, którzy w Niego uwierzyli i pozostali z Nim do końca. Objawia On tutaj najpełniej istotę swojego posłannictwa oraz daje uczniom wskazania, jak powinni jako Kościół przeżywać swoją wiarę po Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu.

Tomasz, który uważnie słucha nauczania Jezusa, wypowiadanego do niego i do pozostałych uczniów, nie potrafi pojąć znaczenia wszystkich Jego zapowiedzi. Jest wystarczająco odważny, by pytać czy nawet oponować.

Nie rozumie słów Jezusa: znacie drogę, dokąd Ja idę, dlatego mówi w imieniu swoim i pozostałych uczniów: Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę? (14,5).

Ta reakcja Tomasza mówi wiele nie tylko o świadomości uczniów, ale i o tym, kim był Jezus i jakie było Jego posłannictwo, lecz ujawnia także pewne cechy osobowościowe tego apostoła. Jeśli chodzi o świadomość uczniów co do tożsamości Jezusa, widać wyraźnie, że trzyletni pobyt w „szkole Jezusa', podczas którego towarzyszyli Mu dniem i nocą, będąc świadkami Jego nauczania i cudów, nie ukonstytuował i nie zradykalizował ostatecznie ich wiary w Niego. Z jednej strony są świadomi, że jest On Synem Bożym, posłanym przez Ojca dla zbawienia świata; wiedzą, że ma się to dokonać przez Jego mękę i śmierć krzyżową; wyznają wiarę w Niego i swoje bezgraniczne oddanie - tak dalekie, że są gotowi razem z Nim umrzeć. Z drugiej zaś strony - innym razem - wykazują niezrozumienie co do Jego tożsamości i tego, jak osobisty los każdego z nich ma być spleciony z losem Jezusa. Widać tutaj wewnętrzne rozterki i zmagania w wierze, których doświadczali apostołowie - ich wiedza o Jezusie z trudem przekuwała się na wiarę w Niego.

Wyrazicielem tych rozterek i niezrozumienia jest Tomasz - wbrew wiedzy, którą niechybnie posiadał, przeciwstawia się Jezusowi i twierdzi, że ani on, ani współuczniowie nie znają drogi, którą ma przejść, podobnie jak miejsca, dokąd idzie. W reakcji na te słowa Tomasza Jezus nie powtarza uczniom tego, co przed chwilą powiedział - o tym, że idzie do Ojca, aby tam przygotować im mieszkanie - lecz uzmysławia im, że On jest drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przez Niego (14,6). Jak należy rozumieć te nieco enigmatyczne słowa? Oznaczają one, że Jezus jest jedyną prawdziwą Drogą, którą człowiek może dość do Ojca, źródła i dawcy wszelkiego życia - także wiecznego.

Zatem Tomasz jawi się tutaj jako człowiek, którego wiara nie jest naiwna, ale poszukująca. Jest to człowiek, który prawdziwie wierzy w Jezusa, bo gotów jest razem z Nim umrzeć, ale jednocześnie ma wiele problemów związanych z wiarą. Co robi w tej sytuacji? Nie spiskuje, nie umniejsza autorytetu Jezusa jałowymi dyskusjami z innymi uczniami, lecz jest na tyle odważny, że nie boi się wyrażać swoich wątpliwości i zadawać Mu trudnych pytań. Jest więc doskonałym wzorem dla nas, którzy też czasem wątpimy w takich sytuacjach: powinniśmy zatem udać się do Jezusa (modlitwa) i z pełną otwartością i szczerością zadawać Mu trudne pytania.

Pan mój i Bóg mój (J 20,28)

Po raz trzeci spotykamy Tomasza w Ewangelii św. Jana po zmartwychwstaniu Chrystusa, a zatem kiedy już wszystko się dokonało i powinno być jasne - wszelkie jego wątpliwości w wierze co do tożsamości Jezusa powinny zostać rozwiane raz na zawsze. Ani on jednak, ani pozostali najbliżsi uczniowie nie potrafili odnaleźć się w tej nowej sytuacji. By uwierzyć prawdziwie i radykalnie, potrzebowali pomocy zmartwychwstałego Pana.

Po śmierci Jezusa na krzyżu uczniowie nie rozproszyli się. Trzymali się razem. Zebrali się wieczorem w dniu zmartwychwstania i zamknęli za sobą drzwi, bojąc się, że również ich - jako uczniów Jezusa - mogą spotkać represje. Z pewnością naradzali się, co dalej ze sobą począć, skoro zamordowano Tego, który przez trzy ostatnie lata nadawał sens ich życiu. Zapomnieli o tym, że obiecywał, że powstanie z martwych, że nie zostawi ich sierotami, że idzie przygotować im miejsce... Możemy tutaj zapytać: A gdzie jest ich wiara i deklarowana wcześniej gotowość pójścia wraz z Nim na śmierć? Zwyciężył lęk!

Pomimo tego jawnego odstępstwa uczniów Jezus nie odrzuca ich, nie gorszy się nimi, lecz przychodzi do nich, przynosi pokój ich bojaźliwym sercom, przekazuje im Ducha Świętego i posyła ich na cały świat, by nieśli Dobrą Nowinę o zbawieniu, które dokonało się w Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu.

Ewangelista Jan informuje, że Tomasz Apostoł nie był razem z pozostałymi uczniami, gdy przyszedł do nich zmartwychwstały Chrystus. Nie wiemy, gdzie był i co robił. Czy mniej się bał żydowskich represji niż pozostali uczniowie? A może przestał sobie zaprzątać głowę Jezusem, skoro został On zamordowany? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że nadal utrzymywał kontakt z pozostałymi uczniami, którzy usiłowali go przekonać, że widzieli zmartwychwstałego Pana (20,25). Widać jednak wyraźnie, że jego wiara przechodziła wtedy kryzys, ponieważ deklarował: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę. Cały kolejny tydzień Tomasz przeżywał swoje rozterki. Wiedział, bo wiedzę przekazali mu pozostali uczniowie, których nawiedził zmartwychwstały Chrystus, ale nie wierzył.

Po ośmiu dniach uczniowie ponownie zebrali się i zamknęli za sobą drzwi. Tym razem również Tomasz był z nimi. Jezus przyszedł do nich, podobnie jak w dniu zmartwychwstania, pomimo zamkniętych drzwi. Pozdrowił wszystkich: Pokój wam (20,26) - i od razu zwrócił się do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w Mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym (20,27). Jednak Tomasz nie chce już dotykać ran Jezusa! Natychmiast wyznaje swoją bezgraniczną wiarę w Niego, jako swojego Pana i Boga. Jezus z kolei wypowiada do niego znamienne słowa: Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli (20,29). Co na podstawie tej sytuacji możemy wywnioskować o Tomaszu? Jego wiara w bóstwo Jezusa okazała się słaba, nie przetrwała próby krzyża. Nie był zdolny do przyjęcia świadectwa pozostałych uczniów, którym wcześniej objawił się zmartwychwstały Chrystus. Deklarował, że jedynym warunkiem ożywienia na nowo jego wiary jest zobaczenie i dotknięcie Go. Zwykło się oceniać pejoratywnie tę postawę Tomasza - i słusznie. Należy jednak pamiętać, że pozostali uczniowie również uwierzyli ponownie dopiero wtedy, gdy zobaczyli zmartwychwstałego Jezusa, który nawiedził ich tydzień wcześniej. Tomasz nie różnił się zatem pod tym względem od pozostałych. Gdy ujrzał zmartwychwstałego Chrystusa, bez wahania wyznał: Pan mój i Bóg mój (20,28).

Jezus w końcowych słowach skierowanych do Tomasza piętnuje jego niedowiarstwo wobec świadectwa uczniów, którzy już wcześniej spotkali Zmartwychwstałego i próbowali przekonać apostoła do wiary. Zatem „słabość" wiary Tomasza polegała na tym, że potrzebował on „fizycznego" dowodu, aby prawdziwie i ostatecznie w Niego uwierzyć. Tę wiarę, uwarunkowaną koniecznością ujrzenia Zmartwychwstałego, Jezus zestawia z wiarą opartą na świadectwie tych, którzy już uwierzyli. Taką wiarę Jezus przedstawia jako najdoskonalszą i nazywa ludzi, którzy tak wierzą, błogosławionymi, tzn. szczęśliwymi. Ani Tomasz, ani pozostali uczniowie nie byli ludźmi takiej wiary. Jest to jednak nowy - pełniejszy sposób wiary, do którego są zaproszeni ludzie wszystkich wieków, którym nie jest dane fizycznie zobaczyć i spotkać Pana.

A co z Tomaszem i jego „niewiernością"? Z pewnością ten epitet do niego nie pasuje - nie odpowiada temu, kim był. Był niedowiarkiem, który by autentycznie uwierzyć, potrzebował konkretnych, widzialnych znaków - spotkania ze zmartwychwstałym Panem, ale z pewnością nie był niewierny Jezusowi. Gdy prawdziwie uwierzył, podporządkował tej wierze całe swoje życie. Świadczy o tym kolejny, ostatni już epizod w Ewangelii Jana, w którym go spotykamy, oraz dalsze losy jego życia zapamiętane w tradycji wczesnego Kościoła.

Świadek zmartwychwstałego Pana (J 21,1-14)

Rozdział 21. czwartej Ewangelii ukazuje ostatnie objawienie się zmartwychwstałego Jezusa nad Jeziorem Tyberiadzkim siedmiu najbliższym uczniom. Wśród nich znajduje się Tomasz. Cudowny połów ryb w efekcie słów Jezusa obrazuje pracę misyjną Kościoła wśród wszystkich narodów (153 złowione ryby). Ryby i chleb, które zmartwychwstały Jezus przygotował dla swoich zmęczonych pracą uczniów, to posiłek eucharystyczny, którym karmi On Kościół wszystkich czasów.

Tomasz jest zarówno uczestnikiem cudownego połowu, jak i posiłku. Tworzy więc podwaliny pierwotnego Kościoła. Odkrywa na co dzień obecnego w nim zmartwychwstałego Pana, który najpełniej objawia się w eucharystycznym Chlebie i w misyjnym znoju. Zatem zmartwychwstały Jezus nigdy nie opuścił swoich uczniów - Kościoła - lecz nieustannie jest z nimi (z nami), objawiając, jak uczniom nad Jeziorem Tyberiadzkim, swoją obecność.

Apostoł Tomasz, który prawdziwie uwierzył w zmartwychwstałego Chrystusa, stał się Jego niestrudzonym świadkiem w działalności misyjnej. Głosił z mocą zmartwychwstałego Pana, by uwierzyli w Niego ci, którzy nie mieli szansy Go spotkać i by w ich życiu wypełniły się słowa: błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Chrześcijańska tradycja przekazała, że Tomasz jako świadek zmartwychwstałego Chrystusa zginął śmiercią męczeńską od miecza i włóczni. Czy zatem słuszne jest nazywanie go „niewiernym Tomaszem"? Czy nie jest on raczej wzorem człowieka poważnie traktującego swoją wiarę w Jezusa?